FANDOM


Melanie

W okół rozległ się dzwoniący w uszach alarm. Korytarze co chwila wypełniał czerwone migające światło, a tłum ludzi wspólnie biegł w stronę dziedzińca. Wzrokiem wyszukałam swoich rodziców i również ruszyłam za osobami. Dosłownie chwilę potem znalazłam się w centrum dużego placu, który znajdował się ok 1 kilometra pod ziemią, tak samo jak większość budynku.

-Witajcie! Chyba każdy z nas wie, dlaczego został wszczęty alarm.- Na wzniesienie na środku pomieszczenia, weszła dosyć młodo wyglądająca kobieta...jak na swój wiek, bo w rzeczywistości miała ok 50-55 lat. Jakoś się tym nigdy nie interesowałam.- Dostaliśmy sygnał, że jeden z pradawnych zmiennokształtnych wkrótce przebudzi swoją moc. Nie wiemy kiedy to się stanie, ani czy już się nie stało...dlatego pora podjąć drastyczne kroki. Przygotujcie się!- Po chwili obok kobiety pojawił się siwy mężczyzna w garniturze w mniej więcej wieku jego przedmówcy.

-Osoba, która zostanie wyznaczona do tej misji, natychmiast stawi się w głównym centrum dowodzenia. Tam zostaną omówione szczegóły. Ta osoba to... Melanie Colins.-

O cholera... ...to ja...

Nie minęło pięć minut, a ludzie się rozeszli. Zdążyłam jeszcze złapać dumne spojrzenie ojca, po czym jak najszybciej skierowałam się w stronę centrum dowodzenia.

Nie kłopotałam się z pukaniem, bo nikt tego tu nie robi...serio. Nawet jak wchodzi do czyjegoś pokoju. Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile razy ktoś mnie zastał w bieliźnie!

-Melanie! Jak dobrze, że jesteś.- Już w progu powitała mnie staruszka.- Wiesz co cię tu sprowadza? A po co ja się pytam. Pewnie, że wiesz.- Machnęła niedbale dłonią i złapała za mój nadgarstek, wciągając mnie w głąb pomieszczenia.

-Tak, wiem.- Mruknęłam, delikatnie się uśmiechając. Chwilę po tym siedziałam przy stole, takim co często jest w jadalniach, w rogu pokoju. Obok mnie usiadła wcześniej wymieniona staruszka, a po chwili jej mąż, z którym przemawiała na mównicy.

-Melanie, jesteś jedną z czterech pradawnych mocy i dlatego to ciebie wybraliśmy do tego zadania.- Zaczął staruszek, ja natomiast oparłam się o oparcie skórzanego fotela i uważnie słuchałam. Co chwila potwierdzałam jego słowa pojedynczymi kiwnięciami głowy.- Zmiennokształtni z tą mocą nawzajem się przyciągają, dzięki czemu jesteś jak żywy, chodzący radar. Masz za sobą trzynaście lat treningu, a teraz tą wiedzę musisz przekazać swoim przyszłym kompanom.

-To jest dziewczyna, od której wyczuliśmy moc.- Powiedziała staruszka, chwytając pilot i przyciskając coś na nim. Sekundę później na przeciwległym ekranie pojawiło się zdjęcie ładnej szatynki (jej wygląd, jak i wygląd Melanie zostanie ukazany w przyszłych rozdziałach).

Kobieta podsunęła mi pod nos żółtą teczkę.

-To jej dane osobowe. Aliera Martinez, siedemnaście lat, miejsce zamieszkania: Phoenix.- Ja pierdziele...prawie po drugiej stronie kontynentu.

-Rozumiem, że moja misja polega na przejęciu jej, nim zrobi to organizacja Paul'a?- Spytałam upewniając się swoich przekonań.

-Tak. Dziewczyna będzie zdezorientowana, gdy dojdzie do pierwszej przemiany. Być może nawet teraz, jest niepewna, bo prawdopodobnie jej zmysły już zaczęły się polepszać.- powiedziała kobieta.

-Zostaniesz wysłana do jej miasta. Oddział z tamtych rejonów zapewni ci mieszkanie, oraz miejsce w szkole Alier'y.- Spojrzałam niezrozumiale na mężczyznę. On tylko uniósł kąciki ust.- Od teraz masz siedemnaście lat.

-To się nazywa profesjonalna machina czasu.- Zaśmiałam się lekko.- Coś jeszcze?

Para posłała sobie figlarne spojrzenia, po czym staruszek podszedł do wielkiego komputera i wpisał coś na klawiaturze. Na środku pomieszczenia rozsunęła się część podłogi, a po chwili wysunęła się szklana tuba. W środku znajdował się manekin ubrany w czarny lateksopodobny kombinezon, z krótkimi rękawkami i nogawkami, wręcz szortami. Miał zielone krawędzie i dwa pasy rozciągające się od tyłka, złoty łańcuch na szyi i pas na biodrach. Do tego zielone kozaki do połowy ud i długie rękawiczki od ramion, aż do nadgarstków i lekko zachodzące na dłonie. Do tego jeszcze czarna chusta zakrywająca połowę twarzy (jakby co, to media).

-Dzięki temu...- Kobieta podała mi złoty zegarek.- będziemy mieć z tobą kontakt, a także będziesz mogła się błyskawicznie w to przebrać. Kostium, jak i zegarek jest w stu procentach z materiałów naturalnych, dzięki czemu podczas przemiany w jakieś zwierzę, nie zostanie rozerwany na strzępy.

Wzięłam zegarek i szybko założyłam go na lewy nadgarstek. Swoją drogą, muszę się przyznać, że jestem leworęczna.

-Ma wbudowany GPS, czytnik linii papilarnych, za każdym razem jak zakładasz go musisz dać mu do odczytania linię papilarną...inaczej się blokuje, skaner mocy i kamerę termowizyjną, oraz encyklopedię zwierząt. Zawsze się przydaje, jak masz do czynienia ze zmiennokształtnym.

-Wypróbuj. - Mruknął mężczyzna

Strój Melanie

Nacisnęłam guzik z GPS, a moim oczom ukazał się mini czytnik, dlatego przyłożyłam swój palec. Po kilku sekundach, tarcza wypuściła zielone promienie, które uformowały mapkę najbliższego terenu. Włożyłam w nią rozchylone palce i przybliżyłam, a obszar na mapie się zwiększył. Zaczęłam próbować każdy przycisk, aż w końcu został ostatni. Gdy go nacisnęłam, poczułam ciepło na ciele, a mój strój z każdym centymetrem zmieniał się na kombinezon. Z każdym centymetrem moje wcześniejsze ubranie pojawiało się na manekinie, aż zostało całkowicie zastąpione lateksopodobnym materiałem.

-Super...- Mruknęłam i zaczęłam oglądać strój. Był bardzo wygodny i plastyczny, jakby był moją drugą skórą.

-Idź się pakuj, za niedługo wyruszysz. W mieszkaniu będzie wszystko co potrzebne do tej misji.- Mruknęła staruszka, po czym pożegnałam się i ruszyłam w stronę swojego pokoju. . . . A więc zaczynamy misję!

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.